Afera z Mróz-Gorgoń to wierzchołek. Polska płaci miliony za marketingowe pół-produkty. „Od dawna nie działają”

Zwyczajny spot reklamowy nie wypromuje dziś żadnego kraju. Lepiej zadziała umiejscowienie w nim akcji dobrego serialu na Netfliksie, ciekawej książki albo zwabienie gości branżową konferencją lub muzycznym festiwalem. Młodzi ludzie nie jeżdżą dziś po świecie oglądać zabytków, tylko odkrywać go „po swojemu”, czyli często pod dyktando filmików z Instagrama i TikToka. Autorzy spotu promującego Polskę tego nie zrozumieli

Kadr ze spotu promującego Polskę
Kadr ze spotu promującego Polskę

Podziel się

Obserwuj nas w Google

1,5 mln euro – tyle władze Madrytu zapłaciły, żeby akcja najnowszego filmu Woody’ego Allena (jego roboczy tytuł to „Wasp 2026”) działa się właśnie w stolicy Hiszpanii. W kontrakcie są nawet takie szczegóły jak konieczność umieszczenia nazwy miasta w ostatecznym tytule filmu.

Z kolei Tajlandia objęła 30–proc. rabatem podatkowym ekipę produkcyjną serialu „Biały Lotos” tylko po to, by właśnie tam zlokalizowano pierwszą jego edycję. Efekt tego działania był piorunujący – po rozpoczęciu emisji serialu w HBO liczba rezerwacji noclegów w Tajlandii podskoczyła nagle czterokrotnie, a internetowe wyszukiwania prawie się podwoiły.

Paryż za pokazywanie go w „Emily in Paris” nie zapłacił, ale i tak warto tam kręcić filmy, bo ich producenci odgórnie objęci są 30-proc. ulgą podatkową. A miasto pokazano w filmie w sposób, który przyciągnął do niego Pokolenie Zet. Korea Południowa zrobiła z k-popowego boysbandu BTS oficjalnych ambasadorów Seulu i całego kraju.

A Polska?

Gazetka z supermarketu ożywiona AI

Podziel się

Obserwuj nas w Google
Polska turystyka promocja Polski na świecie

Wypróbuj aplikację mobilną Forbes

alt
  • pełen dostęp do subskrypcji
  • powiadomienia o najważniejszych wydarzeniach
  • e-wydanie szybciej niż w kiosku, w czytniku PDF