Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tutorial. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tutorial. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 września 2017

Warsztatowo: Blat 48"x48" - część 2 - FINAŁ

Witam!

Jakoś tak się złożyło, że razem z QB zaczynaliśmy, a ja musiałem skończyć, ale nie narzekam, bo efekt końcowy jest dość funkcjonalny, ale po kolei.

Przygotowane wcześniej blaty, do których przewierciliśmy listwy wyszlifowałem lekko papierem ściernym, aby uniknąć małych zadziorków i nierówności na płaszczyznach, a także złagodziłem ostre kanty. Następnie naniosłem sporo warstw satynowej akrylowej farby do wnętrz i na zewnątrz. 


Zawiasy, z racji ciągłej pracy, postanowiłem nie malować zawiasów. Zwłaszcza, że wkręty są takiego samego koloru. 


 Po wyschnięciu blat został przewieziony do miejsca docelowego.


Co wywołało szczęście....


.... i pierwszą rozgrywkę.


KONIEC

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Mój warsztat - malowanie

Witam.
Dziś nadciągam z kolejnym instruktarzem dla początkujących. Tym razem przedstawiam moje zaplecze techniczne podczas malowania bez porad czysto malarskich. Jak zwykle przypominam, że nie jestem żadnym wirtuozem i zwyczajnie ja tak robię, bo w ten sposób jest mi wygodnie, a wykorzystane patenty wydały mi się najbardziej sensowne. Oczywiście zachęcam wszystkich do dzielenia się swoimi uwagami, bo może macie zupełnie inną metodykę pracy i według was robię wszystko bez sensu. Podczas kulturalnej wymiany zdań zyskamy wszyscy. 
Na początek oświetlenie. Z mojego doświadczenia najlepiej zainwestować w lampkę z podłużnym światłem o barwie białej. Ewentualne minimum to dwa oświetlenia punktowe. Idea jest taka, że trzymany przez nas obiekt powinien być oświetlony równomiernie i dość mocno, aby cienie nie ukryły niedomalowanych punktów lub przebarwień, o które nam nie chodzi. Sam dodatkowo zamontowałem sobie przyklejane oświetlenie LED w postaci paska. Zrobiłem to bardziej z myślą o malowaniu aerografem, ale im jaśniej tym lepiej wszystko widać. 


 W pogotowiu chusteczki do wycierania niepotrzebnych wycieków, przecieków i plam. Wszelkie narzędzia trzymam w kubku. Są one w jednym miejscu i nie walają mi się pod palcami. Wolę takie rozwiązanie niż precyzyjnie posegregowane pędzle w osobnych pudełkach. Mam wszystko tu... tylko chwileczkę pomieszam i się znajdzie. Najważniejsze kolory farb trzymam na stojaczku.


Ale pozostałe rzeczy dalej siedzą w kuferku. Polecam przeźroczyste, zawsze wiesz wtedy co w którym jest.


Biurko zabezpieczam blokiem technicznym lub gazetą z błyszczącym papierem. Częściej jednak wybieram blok bo daje mi ciągły podgląd pod biel i mogę przetestować na nim grubość linii i barwę wymieszanych farb np. przy metodzie suchego pędzla. Dodatkowo blok techniczny zatrzyma dość dużą dawkę wilgoci i nie przebije się ona na zewnątrz.


Do rozrabiania i mieszania farb stosuję mokrą paletę. Do zrobienia mokrej palety będziemy potrzebować płytkiego, płaskiego pojemniczka, tutaj plecy od blistra figurek, materiału chłonnego w rodzaju ligniny, tutaj bawełniane płatki kosmetyczne, oraz nawoskowany papier do pieczenia. Teoretycznie wszytko do znalezienia w domu gdzie kiedykolwiek mieszkała kobieta :P 





Płatek nasączamy wodą aż zacznie się wylewać na resztę pojemniczka, a następnie przykładamy papier do pieczenia i czekamy aż się przyklei.


Nawoskowanie papieru powoduje to, iż farba nie przesiąka na drugą stronę, za to wilgoć spod spodu dociera do farby i spowalnia jej wysychanie. To pozwala nam dłużej cieszyć się wymieszanymi odcieniami, raz nawet specyficzny odcień zieleni do camo desert 3 dał się użyć w 12 godzin po wymieszaniu.



Ostatnim elementem który zawsze znajduje się u mnie na stole podczas malowania jest kieliszek z rozpuszczalnikiem do sidoluksu. Oczywiście jest on o wiele słabszy niż taki rozpuszczalnik przykładowo Wamodu, ale nie chcemy rozpuszczać zaschniętej farby, ale lekko stwardniałej pomiędzy włosami pędzla. Dobrze utrzymany pędzel posłuży nam długo i wiernie. 



W taki sposób zabieram się do malowania mojej bandy do TNT. Wielokrotnie się już pojawiali, ale nie są gotowi w 100%.

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Ultra szybko, ultra tanio - budynek s-f

Witam!
Pomysł ten zaprezentowałem już dawniej na pewnym forum, ale od tamtej pory nie widziałem podobnego tematu, więc samolubnie go powtórzę. 
Załóżmy, że zaczynamy przygodę z Warhammerem 40K, Infinity lub innym systemem stawiającym na futurystyczne otoczenie, ale chwilowo nie stać nas na bogate "zabudowanie" stołu kolejką elektromagnetyczną, świątyniami Sigmara czy kolonią Księżycową, a co gorsza ma wpaść kumpel i chce przetestować z wami zasady. Nie traćcie nadziei. Zamiast układać pudełka po butach, lub klocki lego możecie mieć całkiem sporo budynków za minimalną cenę... a nawet za darmo. 
Lato zagościło na dobre. Ogródki i balkony czekają z niecierpliwością na petunie, begonie, pelargonie i inne nnnje. Snując się jak pokutnik za dziewczyną i jej mamą po centrum ogrodniczym czy kwiaciarni warto zerknąć pod nogi, bo czasami są tam złote samorodki.


Są to tacki ogrodnicze, palety transportowe, multiplaty, ale nam wystarczy wiedzieć, że są to wytłoczki plastikowe produkowane metodą próżniową, stworzone aby wygodnie przenosić partie doniczek lub sadzonek. Mają różne wielkości, głębokości i kształty w zależności od przeznaczenia. Dostaniecie ją razem z doniczkami lub sadzonkami, a jak ładnie zagadacie to i za darmola.  


Obrócona do góry nogami wygląda jak zespół niskich silosów połączonych wysokimi korytarzami, lub naziemne elementy podziemnej kolonii. Od razu widać największą wadę tacki, a mianowicie cienkie ścianki i denka. Trzeba znaleźć taką nietkniętą, lub tylko lekko przytartą, bo wgniecenia nie da się zadowalająco naprawić. Ale zakładamy, że goni nas czas, więc lekkie wgniecenie jak na zdjęciu się nada.


Po umyciu tacki należy uciąć ranty dookoła brzegów. Od tego momentu silosy jakby wyrastały z ziemi. Niestety ranty usztywniały cały obrys tacki więc od tego momentu wszystko nam lekko się wygina. Ale nie będziemy z tego strzelać tylko położymy na płaskim stole. Za to silosy będziemy malować lub coś do nich doklejać. Dobrze by było, aby troszkę wytrzymały. W tym celu warto wkleić skrawki brzegów od środka silosów.



Po wyschnięciu kleju możemy nałożyć podkład...



... i kolor podstawowy.


Szybka przecierka szarym i można ustawiać figurki.






Oczywiście zakładałem, że szukamy czegoś szybkiego i taniego. Malowanie możemy dopieścić, silosy mają płaskie dachy, więc możemy dokleić włazy, anteny, lądowiska, rampy i co tam tylko chcemy, obszar pomiędzy silosami aż prosi się o doklejenie piasku lub trawy. Ogranicza nas tylko wyobraźnia. Sam także mam w planach ten szybki patent rozbudować do czegoś bardziej skomplikowanego, ale jak na razie zbieram pomysły czym moja baza miałaby być... czy ja napisałem baza? 



wtorek, 15 września 2015

Coś nowego: wash plakatowy.

Witam!                                                                                                                    
Od czasu Poligonu minęło już troszkę czasu. Wiele ciekawych rozmów obiło się wtedy o ściany Muzeum Lotnictwa Polskiego i pubu Drukarnia. Od zawsze w modelarstwie pociągało mnie to, że prostą rzecz można wykonać na wiele różnych sposobów, a gdzie lepiej zasięgnąć języka o nich niż na imprezie tego kalibru. Dokładnie pamiętam, że przy rozmowie o chemii domowej zastępującej modelarską przypomniał mi się zasłyszany patent z pudrem i płynem do mycia szyb, ale nie znałem szczegółów i chciałem uzyskać jakieś informacje. Niestety moi rozmówcy byli mocno zaskoczeni i również nic nie wiedzieli na ten temat. Padła logiczna sugestia, że puder do powiek to przecież świetna imitacja sadzy i innych patyn/zabrudzeń.  
    Po powrocie do domu zacząłem gorączkowo szukać w internecie owego sposobu, który wiedziałem, że istnieje i kojarzyłem go z domową wersją washa. Im dłużej szukałem, tym większe odnosiłem wrażenie, że jednak coś mi się pomyliło. Owszem, puder/cień do powiek to świetna patyna, łatwo dostępna i nie droga. A co do domowego washa to znalazłem wzmianki o plakatowym..... Co?!

      Okazało się, że plakatowy wash to technika stosowana czasem przez modelarzy redukcyjnych w większych skalach. Podobno świetnie nadaje się do podkreślania nitów, łączeń płyt, większych powierzchni z subtelnymi zagłębieniami. Niewątpliwą zaletą takiej farby jest jej cena, w porównaniu z cenami farb modelarskich iście bajeczna, dostępność i gama kolorów różnych producentów. Jest także bezwonna, co docenią wszyscy, którzy tak jak ja stosują wash olejny. Z wad, które należy uwzględnić to jej tendencja do zbijania się w krople. Wiąże się to z napięciem powierzchniowym jej rozcieńczalnika czyli wody. Aby go zmniejszyć można dodać roztworu wody i płynu do mycia naczyń. Tą ostatnią kwestę można by podciągnąć pod ten płyn do mycia szyb, który w wielu przypadkach zawiera alkohol, czyli czynnik zdecydowanie zmniejszający napięcie powierzchniowe. Jest pole do eksperymentów. Traf chciał, że troszkę później poproszono mnie o pomalowanie trzech budynków firmy Zen Terrain z przeznaczeniem do gry Infinity. Uznałem to za idealną okazję do wypróbowania nowych patentów.





     Wash naniosłem na lakier satynowy, aby lepiej się trzymał powierzchni. Szczeliny wypełniłem obficie farbą. Po jej wyschnięciu wycierałem wilgotną chusteczką płaszczyzny, a załomy pałeczkami do uszu. Fakt możliwości wielokrotnego podejścia do jednego elementu bardzo uspokaja całą pracę. Nie wyszło jak trzeba? Wycieramy do czysta i jeszcze raz. Oczywiście cały model po skończonej pracy lakierujemy. Pierwsza warstwa lakieru powinna być cienka i powinna wyschnąć przed następnymi warstwami, bo jakakolwiek większa dawka wilgoci może zniweczyć nasze wysiłki. Dopiero co poznałem ten sposób, a już jestem jego fanem. Co o tym Myślicie?

środa, 19 marca 2014

Aerograf - podstawowe BHP

Witam serdecznie. Po ostatnim artykule nabrałem chęci na pomalowanie moich zapomnianych T-70, które pokryte podkładem czekały dobre pół roku. Najwyraźniej farba dobrze wyschła i można zacząć myśleć o kolorze właściwym. O ile w poprzednim moim poście napisałem z czego składa się cały warsztat, o tyle chciałbym teraz opisać jak to wygląda w praktyce. Założenia są następujące: kadłuby, wieże i mały właz maluję na jeden kolor farbą Vallejo Model Color "Reflective Green", gąsienice cieniuję Agama Acrylic "Rust". W prawdzie to moje T-34 i Su-152 pomalowałem inną farbą, ale nabrałem subiektywnego odczucia, że farba ta gryzie się z płynami do kalek, a z Vallejo nigdy nie miałem takich opcji.
Zaczynając od początku, jak chcemy malować, to musimy mieć gdzie. Biurko i ścianę należy zabezpieczyć przed przypadkowym pomalowaniem. Wiem, że niektórzy robią to czyściej, ale ja osobiście mam rozbabraną robotę przez kilka dni, czasem szukam weny ma maskowanie, czasem zwyczajnie czekam na światło dzienne.
Bardzo przydatnym obrusem jest foliowy worek na śmieci. Lepiej aby był innego koloru niż czarny, bo często czarne śmierdzą pochodnymi ropy czy innymi pastami do butów. Mi akurat wystarcza 60-cio litrowy.
Nożyczkami ucinamy dół worka powyżej zgrzewu i jedną z krawędzi. Pamiętajmy aby nie ucinać kilku na raz.
Po rozwinięciu otrzymujemy tani i estetyczny jednorazowy obrusik na nasze eksperymenty malarskie. Ja dodatkowo zawinąłem i przykleiłem końcówki papierowym plastrem. To pozwala uniknąć pochlapania ściany i wylania się np. wody za biurko.
Na takim podkładzie możemy rozłożyć wszystkie niezbędne nam sprzęty. Dobrze jest mieć kartkę białego papieru, aby sprawdzić czy farba leci, a jeśli tak, to czy nie jest za rzadka.
Odnośnie trzymania elementów do malowania można to robić w dłoni lub na stelażu np. przyklejone do kredki lub wykałaczki. Dobrze rozrobiona farba naniesiona z wyczuciem wysycha błyskawicznie i raczej nie ma mowy o rozmazaniu, ale nie zawsze teoria pokrywa się z praktyką. Jeśli chcemy pomalować bardzo małe elementy przytwierdzenie ich do czegoś jest konieczne inaczej zostaną one zdmuchnięte, nawet z pomiędzy palców. Najmniejszy element jaki warto trzymać w dłoni według mnie to wieżyczka do T-70.
Zaczynamy mieszać farby. Z doświadczenia wiem, że farby Vallejo są dość gęste, należy je rozcieńczać w stosunku od 40/60 (40% woda, 60% farba) do 50/50, plus 1-2 krople opóźniacza.
Zabezpieczcie sobie większą ilość wody. Ja mam dwa pojemniczki na wodę, jeden jest do mycia np. mieszadełka, a z drugiego pobieramy czystą wodę.
 Po około minucie mieszania (farba dość gęsta i chyba leciwa) pobieramy farbę...
 ... możliwie do ostatniej kropli...
... i wlewamy powolutku do pojemniczka aerografu. Malowanie zaczynamy od delikatnego punktowania na kartkę papieru. Dopiero wtedy wiemy, czy farba jest gęsta, czy rzadka i... czy w ogóle leci.
Niestety w moim przypadku okazało się, że występują pewne komplikacje. Po naciśnięciu spustu farba leciała przez chwilką, a potem już nie. Tylko ruch w tą i z powrotem dawał jakieś efekty. Jest to sygnał, że farba jest zbyt gęsta. W moim przypadku nawet rozcieńczenie kilkoma kroplami wody nie przyniosło efektu. Nie chcąc zmarnować farby natryskiwałem porcjami małe placki koloru kawałek po kawałku.
W ten oto sposób zużyłem około 25 kropel mieszanki. Pomny pomyłki postanowiłem następną dawkę rozrzedzić w stosunku 50/50. Ale najpierw czyszczenie aerografu. Najpierw czyścimy pojemniczek i wlewamy Cleanluxa (dla wygody przelałem sobie go do pojemniczka po spirytusie salicylowym, ma fajny aplikator), a następnie "malujemy" nim chusteczkę/papier toaletowy, bądź czyścimy go w specjalnym zbiorniczku z filtrem. Uwaga! Cleanlux pachnie specyficznie i zostawia charakterystyczną mgiełkę, jakby pył. Podczas czyszczenia należy najlepiej otworzyć okno. Ja użyłem samoróbki ze starym filtrem od maski gazowej a i tak troszkę się pyliło. Czy tak czy siak, papieru idzie podczas tych operacji sporo.
Zrobiwszy nową mieszankę w mniejszej ilości, bo pozostały tylko wieżyczki i pojedyncze elementy do poprawienia zacząłem malować dalej. Wieżyczki zwykle maluję trzymając je za lufy. Dopiero pod koniec maluję same końcówki luf.
I tym razem ledwo zakończyłem procedurę. Znów zbyt gęsta mieszanka. Coś mi w tym wszystkim nie grało i postanowiłem przeczyścić aerograf dokładnie. Rozebrałem go na części pierwsze i znalazłem winowajcę. O ile rozcieńczenie mieszanki było dobrym pomysłem, to moja nieuwaga wcześniej zniweczyła moje poczyna. Przy poprzednim rozbieraniu nie dokręciłem kilku części, efektem czego farba dostawała powietrza wcześniej i skawalała się przed dyszą. Również stara farba okazała się marnym pomysłem. Po wyczyszczeniu i dokręceniu pocieniowałem gąsienice rdzą w rzadkim roztworze. Działo idealnie.
Reasumując aerograf jest bardzo wymagającym narzędziem, ale jeśli będziemy o niego dbać, odpłaci nam świetnymi efektami pracy. Warto przestrzegać czystości i mieć zwyczajnie gdzie położyć potrzebne nam komponenty. Najgorsze co można zrobić to odłożyć brudny aerograf na kilkanaście minut na stojak. Zawsze starajcie ułatwić sobie pracę. Powodzenia.

P.S. Czyszczenie aerografu...

Tak to wygląda:





Tak widzi to moja rodzina: 




Tak ja to widzę: